Rozmowy z czterolatką, których sam nie wymyślisz

W rodzicielstwie jedną z najpiękniejszych rzeczy jest to, że każdego dnia możesz obserwować, jak Twoje dziecko rośnie, zmienia się i rozwija. Zabawnych, uroczych i słodkich do granic możliwości sytuacji jest ogrom, niemal każdego dnia dzieje się 'coś”. Pełen wachlarz emocji. Dziecko potrafi wyprowadzić Cię z równowagi, by po chwili, nieraz jednym zdaniem lub nawet gestem sprawić, że zbierasz swoje rozpłynięte serce z podłogi. Emocjonalny rollercoaster bez trzymanki 😂 Część z tych sytuacji, które pamiętam lub które zapisałam przeczytasz niżej 🙂 Niektóre sytuacje sa sprzed roku, inne  z przedwczoraj 😁😂

Sobota, zima,  wcześnie rano, ledwo otwieram oczy, córka w piżamie, kapeluszu letnim i okularach przeciwsłonecznych, zarzucając z gracją swoją różową torebkę na ramię wita mnie tekstem „idziemy juś na uLodziny? Jeśtem gotowa”
😳🙉😁
Fajne to macierzyństwo. Takie nie za łatwe 😆
Bitwa na śnieżki:
ja: Dziewczyny górą! Juuuuhu!
Hania: taak! A chOpaki dołem!
🤭🤭🤭🙈😁
 Nigdy jej nie powiedziałam, jaki sens właściwie ma to powiedzenie, do dziś to nasz częsty babski triumfalny okrzyk! 😁😂
Blaaady świt. Śpię. Młoda staje przy mnie
– Maamoo.. choć… o tam! (Wskazując palcem na salon)
Patrzę załamana na zegarek.., negocjuję, przesuwam się, licząc, że ugram jeszcze chwile wspólnego snu, ale mloda uparcie stoi i czeka, az wstanę. W końcu pytam jej sugestywnie:
(ja) – a tata?!
(Hania) – a tata niech sobie pośpi…
😳😳😳
Majóweczka 👌
21.30. Piątek. Chciałam wyskoczyć do Biedronki po dosłownie kilka rzeczy. Młoda – wyspała się po południu, więc nalegała, by jechać ze mną. No dobra. Ubrała się. Jedziemy. Dojechałyśmy.
– Haniu, zdejmij te okulary, jest noc. I zostaw opaskę w samochodzie, bo zgubisz.
– nie, ja bedem tśimać [będę trzymać] w rączce. Nie źgubie [nie zgubię].
Śpieszyło mi się, więc nie negocjowałam. W sklepie niewiele było ludzi o tej porze, ale każdy mijał nas z uśmiechem patrząc na Hanię. Nawet jeden Pan po 40-stce mijał nas każdorazowo z kciukami do góry. No generalnie było miło.
– Haniu, gdzie jest Twoja opaska?!
Chwila ciszy. Miśka z żalem w oczach oznajmia – Źgubiłaaam 🥺 ŹGUBIŁAM OPAŚKE [Zgubiłam opaskę]
(ja): Nie martw się, zaraz znajdziemy
I tak chodzimy, chodzimy i szukamy. Nigdzie jej nie ma. W końcu podeszłam do Pani przy kasie, naświetlam sytuacje. Pani odpowiada, ze nikt jej nie przyniósł, po czym krzyczy na cały sklep do koleżanki „Marzeeeeeenaaa!!!! Opaska aaa dziecięca aaaa! Ktoś Ci przynosił?
Ta odpowiada równie głośno: „Nieeeee, nie było oooo!!!!”
Małej już bródka drży z żalu, oczka zaszklone. Uspokajam ją. Idziemy szukać dalej.
Nagle widzę, ze już nie tylko my jej szukamy, ale wszyscy klienci, którzy usłyszeli o zgubie chodzą rozglądając się po podłodze, jakby co najmniej grzybów w lesie szukali 🤣 Jednym słowem, cała Biedra równo zaangażowana. 🙈
Hania smutna, wiec na rękach u mnie, mi już pot skapuje z czoła (lekka nie jest), jedną ręką sięgam do torebki po telefon, by zobaczyć, ile czasu już tak chodzimy i nagle czuję pod dłonią 😬 opaskę, której szukamy dobre 40 minut. Musiałam schować ją na zupełnym matko-pilocie 😁🙈
No ale przecież się nie przyznam 😁😂 Odwracam uwagę Hani, by podrzucić gdziekolwiek opaskę, tak, by ją sama znalazła i zakończyła triumfalnie wieczór. Tak było. Klienci gratulują, Panie przy kasie mało braw nie biły, że historia zakończyła się dobrze i że Hania szczęśliwa i dumna, że sama znalazła opaskę. Ja, przyznaję, też byłam zadowolona, że udało mi się wybrnąć 😬😬😬 Wracamy do domu, rozbieramy się. Mówię do Młodej podekscytowana:
– opowiedz tatusiowi, jaką ąąąą my miałyśmy przygodę w sklepie!!!! 😁
Hania zaczyna spokojnym tonem:
– a źgubiłam opaśkę [zgubiłam opaskę] w sklepie, ale mama miała ją w torebce…
😲😳😳 Szach-mat … 🤦‍♀️

Córka ma zawsze problem ze wstaniem rano do przedszkola. Zaglądając do niej do pokoju kolejny raz, by pośpieszyć ją, nagle widzę jak przytula misia – maskotkę i mówi do niego cienkim, przejętym głosikiem:
– Misiu, nie martw się, niedługo wrócę…    – Rozpłynęłam się stojąc w progu. 🙂

O dziwo wczesny poranek, okolice 6. Ledwo widzę na oczy, łapię kontakt z rzeczywistością przed wypiciem kawy. Mała siedzi obok, widzę, że w jej głowie zachodzi ciężki proces myślowy, po czym zadaje mi pytanie:
– mamooo, a cy wyjek KLystian puSca bąki? 

Pojechałam odebrać córkę z przedszkola, a że przez covid na dzieci czeka się przy wejściu, to stoję jak flaga i czekam. 😁 Koło mnie stoi starsza babcia, też czeka na wnuczkę. Dalej kilkoro rodziców. W końcu przez szybę widzę, jak Pani przedszkolanka idzie już z moją Hanią. Drzwi się otwierają, po czym babcia lekko nachyla się do Hani, bierze ją za rękę i emocjonalnie rozpoczyna lament „ojeeeeej, Karolinko, a co to się wydarzyło, ze Cię przebrali?!”
Hania zdziwiona, Pani z przedszkola jeszcze bardziej, a mnie to już konkretnie zamurowało. Nieśmiało wtrąciłam
– Przepraszam, ale to moja córka…
Babcia w szoku: – To to nie moja wnuczka?! ?! ?!
– no… tak jakby nie… na swoją musi Pani jeszcze chwilkę poczekać…
Wszyscy obecni wybuchli śmiechem, tylko babcia spokorniała 😁

.

Gdy coś nabroi, rozleje, widząc przejęcie córki nie stresuje jej dodatkowo i mówię „Nic się nie stało, zdarza się” i wspólnie wycieramy stolik.  Ostatnio jedząc zupę, machnęła ręką i przypadkowo wylała wszytko o na siebie, stolik, dywan, podłogę i część narożnika. Patrzę na nią wściekła, po czym w pełni zrelaksowana Hania kwituje sytuację swoim cieniutkim dziewczęcym głosikiem: „Oj, wylalam zupę…. ale nic się nie stało … Zdarza się…” – rozbroiła mnie tym  zupełnie 😁😂

Podobna sytuacja: Podaję Młodej obiad. Nauczona doświadczeniem uczulam ją „Zjedz zupkę, tylko uważaj, by nie rozlać”. Za chwilę przybiega Hania:

– mamooo, mamooo, rozlałam zupę! ALE UWAZAŁAM!

(Na basenie)  Płynę w kierunku córki, chociaż „płynę” będąc w brodziku to dość mocne słowo, ale w każdym razie zbliżam się do niej  krzycząc przekornie „Zaraz Cię schruuupię!” na co Hania, w pełni przejęta krzyczy w odpowiedzi : „Mamoo! Nie zjedz mnie, ja Cię tak baLdzo kocham!” 

(w zoo)
– Haniu, zawołaj konia, to może podejdzie  pod barierkę
(Hania woła): KOOONIA ! Choć!

(nad jeziorem)
Haniu,  może zawołaj rybki, by wiedziały, że chcemy je nakarmić…. Na co Hania, ile sił w płucach miała, krzyczy na cały głos:
– JEPKI ! JEEEPKIIII! Choć ! Am am! Mam to nawet nagrane 😁😂😁😂

(w aucie) Podczas powrotu z przeszkola Hania zagaja:

– mamo, a wies…, mnie w przedskolu wsyscy lubią….
(ja udając zaskoczenie) – naprawdę? To super się cieszę! Na co Hania odpowiada
– tak tak, bo ja jestem baLdzo fajną dziewczynką….

(w czasie remontu)
(Hania): – a cemu ten telewizol lezy na podlodze?
(mąż) – bo musi przyjść dziadzio i go zamontować
Na co Hania w pełni zdegustowana odpowiada:

– ahahhhaaa…. bo Ty nie umies….

– mamo…. chce mi się piććććć…..
– to napij się, zobacz, Twoje picie stoi na stoliku.
Hania macha w powietrzu ręką udając, że próbuje sięgnąć po kubek, chociaż dzieli ją od niego pół pokoju i mówi pod nosem:
– mamo, ale ja nie dociągnę!  (nie dostanę)
Na co ja siedząca obok równie ostentacyjnie macham ręką w kierunku kubka
(ja): – zobacz, ja też nie dociągnę!
(Hania) – to postaLaj sie baLdziej…

😁😂😁😂

(Nagdywamy z Hanią filmik dla wujka z okazji jego urodzin)
(ja): No, to wujku, czego Ci życzymy?
(Hania  rozpoczyna na jednym wydechu): ścęscia, zdLowia, i zeby był uśmiechnięty, zdLowy, i zeby byl zdLowy i scęśliwy!

Ja starając się rozwinąć życzenia Hani dopowiadam „i żeby miał dużo….?” Hania kontynuuje:

–  duzo scęscia, zdLowia, zeby nie był smutny i zeby był zdLowy,  i zeby miał zdLowie i scęście.

 

***Wujku! Po takich życzeniach to Ty już musisz być zdLowy i scęśliwy 😁😂

(w sklepie)

(ja): –  możesz wybrać sobie zabawkę, ale tylko jedną.
Hania zastanawia się pomiędzy grą, a zestawem sprzątającym (na zdjęciu). Podpowiadam jej grę, wiedząc, że zajmie się nią na dłużej i bardziej ją zaciekawi. Po dłuższej rozmowie wciąż upierała się, że  ona woli zestaw  do sprzątania. Myślę – ok, chce, to niech ma, może rzeczywiście nauczy się sprzątać i będzie robiła to z przyjemnością. Wracamy do domu, Hania ledwo przekroczyła próg mieszkania i krzyczy radośnie  trzymając w dłoniach nowy nabytek:
– TATOOO! Zobac, co Ci kupiłysmy z mamusią!”

😁😂😁😂😁😂 Sprytna bardziej, niż myślałam 😁😂

Hania marzyła o tęczowych paznokciach, więc wybrałyśmy się do kosmetycznego po kolorowe lakiery. To była wręcz wycieczka dnia. Na wejściu pytam ekspedientkę, by nie trcić czasu, czy są kolorowe lakiery (żółty, pomarańczowy etc.).  Po chwili lecimy z Hanią za Panią między regałami; zaprowadza nas na dział z lakierami i wskazuje na to, czego szukamy. Patrzę na cenę: 12 zł za lakier. „Paaani kochana, a coś tańszego i mniejszego? Każdy kolor jest tylko na pomalowanie jednego paznokcia 😂  Ok, znalazłyśmy coś tańszego, wracamy do domu, malujemy.  U stóp też. Pełnia szczęścia u Hanki, euforia; ma swoje wymarzone paznokcie.  Nawet zasypiała z uśmiechem cały czas się wpatrując w nie.  Rano:
(ja): Haniu, załóż skarpetki, masz zimne stopy.
(Hania): – Nie mogę.
(ja): – dlaczego nie możesz?
(Hania): – bo zasłonią mi moje  tęczowe paznokcie.
Twarda z niej sztuka. Musiałyśmy iść na kompromis😂 :

Gdy choruje, też zgadzam się na pomalowanie paznokci, by  poprawić jej humor. Nazajutrz miała iść już do dzieci. Wieczorem przychodzi do mnie, pokazuje na odpryśnięty lakier na jednym paznokciu i mówi:
– mamo, panokieć mi się zepsuł, tseba go popLawić, przecies nie moge się tak pokazać w przedSkolu…

😂 😂 😂 

Nie zapomnij udostępnić wpisu jeśli ci się spodobał!
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Pozdrawiam, Iwona

Iwona

Iwona

Mama rozkosznej córeczki Hani, żona wspaniałego mężczyzny i właścicielka przeuroczego yorka. Moim drugim dzieckiem mój blog, na którym właśnie jesteś :)

Zostań ze mną na dłużej!