Uczulenie na klej do rzęs, czyli jak zrobiłam sobie krzywdę na własny koszt

Jeśli tu trafiłaś, to albo byłaś ciekawa, co mi się stało, albo siedzisz teraz ze spuchniętymi oczami nerwowo szukając w sieci porady, co robić. Jeśli należysz do drugiego przypadku, to jesteś w nieco gorszej sytuacji, więc, by nie tracić czasu, zacznij czytać drugą połowę.

Sztuczne rzęsy noszę od ok 3 lat, bez przerwy. Fenomen polega na tym, że nie podobają mi się u innych, natomiast u mnie to inna bajka. Fajne spojrzenie, wyraziste oczy, i przekosmiczna wygoda, dzięki której w 20 minut  jestem gotowa do wyjścia (licząc stan od piżamy).

A zatem  – rzęsy robiłam wiele razy. Testowałam różne salony, kosmetyczki, ale ostatecznie zostałam u jednej od 2 lat, a zatem ten sam salon, ta sama kosmetyczka. Nigdy wcześniej nic się nie działo.

Po przedostatniej aplikacji rzęs czułam lekkie swędzenie i tarłam oczy, więc minimalnie powieki były opuchnięte. MINIMALNIE. Zapytałam swojej kosmetyczki, czy coś zmieniała, ale nie. Powiedziała, że możliwe, że za bardzo otwierałam oczy i opary kleju je podrażniły, co by się nawet zgadzało, bo jakoś tego dnia byłam mocno zwiercona i zniecierpliwiona. I teraz wiem, że już wtedy to był znak, żeby nie ryzykować z kolejną aplikacją, tylko w życiu do głowy by mi nie przyszło, że to uczulenie.

Do sedna. Rzęsy zrobiłam w sobotę przed południem. Wieczorem czułam swędzenie, powieki lekko podpuchły (zdjęcie powyżej). Oczywiście je tarłam, jak to ja. Położyłam się spać z myślą, że do rana minie. Córka obudziła mnie w nocy, ok 3.30 i zobaczyłam, że oczy spuchły już tak porządnie. Zdjęcie nie do końca oddaje stan rzeczywisty opuchlizny. Całkowicie przeszedł mi sen, więc co zrobiłam? No co? Włączyłam google w celu postawienia diagnozy! Ha ha. Matko i córko! 20 minut biegania po stronach w poszukiwaniu porady, a już żegnałam się ze wzrokiem, zwłaszcza, że to środek nocy i każdy problem wydaje się być jeszcze większym problemem, niż byłby rano. Postanowiłam obudzić męża, mówię  półszeptem, by nie obudzić dziecka, które niedawno zasnęło.  Wyjaśniam mu sytuację. Odparł, że to straszne i bardzo mu przykro.  Już wtedy wiedziałam, że do rana nie będzie tego nawet pamiętał.

APTEKA! Pomyślałam. Jadę do apteki. W połowie zawróciłam, bo przecież jutro niedziela, jakby było jeszcze gorzej to będzie problem z lekarzem, więc skierowałam się na nocny dyżur. Tam zeszło mi sporo, bo jak się okazało, wszyscy spali. Była okolica 4 nad ranem. Poinformowano mnie, że zaraz przyjdzie lekarz. Przyszła Pani doktor, na moje oko w okolicy 70-ątki, w kapciach, grubych kalesonach i szlafroku. Wybaczcie, że opisuję tak obrazowo, ale ten widok wprawił mnie w jeszcze większe przerażenie. Minęła mnie bez słowa, nie patrząc na mnie. Po chwili wróciła, znów minęła, ale tym razem parsknęła pod nosem: do gabinetu!  No no, myślę, będzie grubo. Zapisała moje dane, zapytała, co się dzieje. A więc ja, jak to ja, zaczynam dokładnie, od samiuśkiego początku naświetlać problem, po czym już na wstępnie przerwała mi. -łzawią?   – trochę łzawią -czyli zapalenie spojówek. Wapno niech Pani pije i jakieś krople sobie kupi.
Wapno i zwykłe krople? Tyle to sama dałabym radę kupić sobie w aptece i bez tej całej szopki na nocnym dyżurze, więc bardzo uprzejmie, najdelikatniej jak potrafię sugeruję, że, wprawdzie wiem, że ma ogromną wiedzę i jest specjalistą w swoim fachu, ale dowiadywałam się, że w takiej sytuacji bardzo pomocne byłyby krople do oczu (na receptę i może powinnam wziąć lek przeciwhistaminowy? Ostatecznie dostałam receptę, uf! Później już apteka, dom. Szybko wszystko wzięłam, licząc, że do rana będzie cacy. Niestety.

Rano wyglądałam tak samo, jak w nocy. Jedyne, co przeszło, to swędzenie. Opuchlizna pozostała. Jakiś czas wahałam się dość mocno, czy aby na pewno muszę zdjąć rzęsy, bo może po tych lekach przejdzie i będzie po sprawie. Czytałam fora, podobne historie kobiet (byłam w szoku, że zdarza się to tak często, a ja ani razu o tym nie słyszałam).  Im więcej czytałam, tym moje zdziwienie narastało, głównie dlatego, że kobiety mając świadomość swojej alergii nie rezygnowały z rzęs, a każdorazowo zabezpieczały się lekami i antybiotykami. Serio?!

W sieci nie ma dużej ilości zdjęć opuchniętych oczu, co mnie nawet nie dziwi. Kobiety niechętnie się nimi dzielą. Pamiętaj, że musisz zdjąć rzęsy. Niestety. I to jak najszybciej. Nie, nie licz, że przejdzie. Wiem, że są piękne, świeżo nałożone i wydałaś na nie sporo mamonki, ale wciąż ryzykujesz własnym zdrowiem. Może przejdzie, a jeśli co, jeśli nie? Czysty totolotek. Twój organizm dał Ci wyraźny znak, że tego nie chce.

Pomyśl sobie, że jesteś na miejscu tej dziewczyny. Co czujesz? Nie wybaczysz sobie, że durnego wyglądu i pieniędzy, w obliczu Twojego zdrowia – śmiesznych pieniędzy masz teraz takie problemy. Doskonale wiem, co czujesz, ale musisz mi uwierzyć, czułam to samo i wiem, że nie jest to tego warte.

Rzęsy zdjęłam w poniedziałek wieczorem. Co zabawne, za ścianą obok siedziała dziewczyna na paznokciach i usłyszała naszą rozmowę. Przyszła i powiedziała, że miała dokładnie to samo. Też uczulenie, mimo, że kilkanaście razy robiła i nic jej nie dolegało. Też po przedostatniej aplikacji cuła swędzenie. Tylko w jej przypadku oczy spuchły tak baaaardzo, że były jak piłki, i stylistka miała poważny problem z dostaniem się do rzęs, by je odkleić.

Mimo, że wciąż używam kropli i biotę leki, i mimo,  że minęło 2 dni od zdjęcia rzęs nadal je niemiłosiernie przecieram. Mam nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy.

Czy zrezygnuję z rzęs? Na jakiś czas z pewnością TAK.  Wszystkie kleje antyalergiczne natomiast mają tę samą substancję uczulającą, jednak w mniejszej dawce, co za tym idzie – są słabsze, a stylizacja rzęs utrzymuje sie ok. 2 tygodni. 

Póki co, wyglądam jak noworodek po grubej imprezie z czerwonymi oczami, ale nie  żałuję swojej decyzji i mam ogromną nadzieję, że po przeczytaniu tego wpisu, wiesz co robić.

Aha, i oczywiście stylistka rzęs nie jest niczemu winna (mówimy tu o dobrym salonie i profesjonalnym założeniu rzęs). Moja zaproponowała mi zwrot całej kwoty, czego zupełnie nie brałam opd uwagę – poświęciła mi swój czas oraz produkty, nie popełniła żadnego błędu, a jej usługę oceniam na najwyższym poziomie. Mimo to szacun za postawę!

Nie zapomnij udostępnić wpisu jeśli ci się spodobał!
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Iwona

Iwona

Mama rozkosznej córeczki Hani, żona wspaniałego mężczyzny i właścicielka przeuroczego yorka. Moim drugim dzieckiem mój blog, na którym właśnie jesteś :)

Zostań ze mną na dłużej!

Close Menu